Pory roku - łatwo dostrzec, iż dni latem są dłuższe, zimą krótsze. Zimowym rankiem dookoła panują ciemności, podczas gdy w lipcu o podobnej porze już od kilku godzin jest jasno. Nietrudno zobaczyć, że zimą zawsze nisko położone Słońce maluje krajobraz długimi cieniami, podczas gdy latem to samo Słońce niemiłosiernie praży nas, patrząc na nas z wysoka. Dzieje się tak ze względu na nachylenie osi obrotu naszej planety względem jej orbity wokół gwiazdy. Dlatego Słońce nie zawsze wschodzi dokładnie na wschodzie i nie zawsze dokładnie na zachodzie zachodzi. Zmiany te, pomimo iż niemal oczywiste, są trudne w dokładnej obserwacji. Jest jednak metoda pozwalająca bezpośrednio ujrzeć postępujące różnice drogi Słońca. Wystarczy…  zrobić zdjęcie.

 

Solarygrafia, bo tak właśnie nazywa się ta specyficzna technika rejestracji zmian w cyklu dobowym na przestrzeni kolejnych dni nie jest zwyczajną fotografią. Wykorzystuje ekstremalnie długie czasy ekspozycji, pomysłowość i techniki znane już starożytnym, a do celów fotografii używane od niemal dwustu lat.

Przejdźmy do konkretów. Niemal dwa wieki temu powstała pierwsza trwała fotografia, wykorzystująca camerę obscurę, czyli światłoszczelny pojemnik z maleńkim otworkiem z jednej strony, który rzuca obraz na przeciwległą ściankę, Którą w tamtym przypadku była metalowa płytka pokryta masą bitumiczną, która twardniała po naświetleniu. Niewiele czasu minęło, a ludzie zaczęli w roli kliszy światłoczułych używać metalowych płytek bądź impregnowanego papieru. Których powierzchnia była pokryta warstwą różnych soli srebra, łatwo ciemniejących na świetle i wielokrotnie skutecznością przewyższające inne emulsje. Tych samych metod używamy dziś chcąc rejestrować  słoneczne łuki, tą starą lecz wciąż skuteczną techniką. 

Urządzenie, które od teraz będziemy nazywać „solarygrafem” jest odmianą kamerki otworkowej, a jego konstrukcja jest prosta. Otóż składa się ono ze światłoszczelnej komory z mikroskopijnej wielkości (0.3 mm) otworka, przez który światło będzie padać na umieszczony wewnątrz papier światłoczuły. W praktyce najpopularniejsze rejestratory powstają z pojemniczków po kliszach i puszek po napojach. Kształt mają zwykle walcowaty, wtedy papier owijany jest od wewnątrz po niemal całym obwodzie, albo w kształcie połowy walca, gdzie papier jest przymocowany do obłej części obudowy. Otworek zaś najlepiej wykonuje się nakłuwając cienką blaszkę aluminiową igłami insulinowymi o średnicy 0,25-0,30 mm. Kamerki mogą oczywiście mieć także inne kształty, prostopadłościenny, wielościan posklejany z papieru emulsją do środka, czy nawet ciekawe konstrukcje kamerek 360 stopniowych, gdzie światło wpada przez 4 otwory patrzące w cztery strony świata (z tego powodu często są nazywane światowidami). Papier zaś przymocowany jest do centralnie umieszczonego słupa. 

 

Dwie kamerki, walcowata z widocznym okienkiem. I otwarty półwalec z umieszczoną na jego ściance utrwaloną kliszą pochodzącą z tegoż urządzenia.

 

Przygotowując kamerę należy pamiętać o kilku ważnych sprawach. Po pierwsze i najważniejsze, papier wkładamy w co najmniej półmroku albo przy czerwonym świetle, a po wyjęciu NIE WYWOŁUJEMY. Z technicznego punktu widzenia będzie to papier skrajnie prześwietlony i potraktowanie go wywoływaczem spowoduje jego natychmiastowe zniszczenie. Gotową solarkę suszymy w ciemnym miejscu (po kilku miesiącach na deszczu i po wielokrotnym osadzaniu się nań rosy papier będzie zapewne mokry) po czym skanujemy w rozdzielczości 300 lub 600 dpi. Więcej nie trzeba, a i tak grozi to nadmiernym czernieniem obrazu. 

Jeżeli mamy już gotowe kamerki, możemy je zamocować. Do montażu użyć można niemal wszystkiego, musi to jednak być odporne na warunki atmosferyczne, w końcu na wytrzymać nawet pół roku na wietrze śniegu i gradzie. Pamiętać należy także o tym aby po zamocowaniu nie rzucała się w oczy, tak aby nikt jej nie zerwał, bo znane są nawet przypadki kamerek zerwanych i położonych na torach kolejowych Kamerę wycelować możemy wszędzie, aczkolwiek najlepiej na południe bądź wschód albo zachód, po czym zostawiamy na dość długo okres czasu. Efekty w postaci widocznych przemieszczeń będą już widoczne po niecałym tygodniu ale warto jest naświetlać kliszę co najmniej miesiąc. Po tym czasie można już kliszę wyjąć, zeskanować i ewentualnie potraktować utrwalaczem fotograficznym, który wypłukując z papieru sole srebra osłabi co prawda częściowo obraz, ale umożliwi nam oglądanie oryginału bez obawy o jego zniszczenie. Utrwalone solarki można zbierać w klaserze jak znaczki, z racji ich niewielkich rozmiarów. Klisza z półwalca ma wymiary około 4 na 6 cm, pełno-walcowe są większe.

Po wyjęciu ujrzymy niezwykły widok. Wszystkie nieruchome twory utrwalą się na zdjęciu - budynki, drzewa, latarnie. Nie zobaczymy ludzi na zdjęciu. Ponad wszystkim wznosił się będzie wielki łuk, utworzony przez słońce, wschodzące i zachodzące przez długi czas. Będą także widoczne dziury w tym łuku, tam gdzie chmury na pewien czas przesłaniały naszą dzienną gwiazdę. 

Negatyw z półwalcowej kamery przed wywołaniem. Naświetlana 6 tygodni.

 

To samo zdjęcie po wywołaniu, widoczna zmiana kolorytu z szaro-fioletowego na sepię.

 

A oto nasza klisza po odwróceniu kolorów w pozytyw i lekkiej korekcie kolorów a także zamienieniu stron, ponieważ oryginalna klisza jest lustrzanym odbiciem rzeczywistości.

 

Ta solarka z kolei przedstawia widok na dach budynku jednostek międzywydziałowych ZUT, naświetlana dokładnie miesiąc. (listopad) Układ dziur w pasach sugeruje iż w listopadzie nad szczecińskim niebem najwięcej chmur pojawia się w porach wieczornych (zachód jest po lewej).

 

 

Tu z kolei już odwrócona kolorystycznie i zamieniona stronami klisza z walcowatej kamery ukazuje piękno tej techniki, jej możliwość ukazania powolnego upływu czasu na pojedynczym wycinku z historii.

Solarygrafia jest niezwykle ciekawą techniką i szczerze zachęcam każdego kto może, by spróbował tutaj własnych sił. Będę kiedyś próbował zarejestrować analemmę, kształt kreślony przez słońce, ukazujący się po zarejestrowaniu pozycji słońca każdego dnia w roku o tej samej godzinie. Ale to jest temat na zupełnie inny artykuł...

Krzysztof Górski

 


facebook PTMA Szczecin

SCLogin